Włodzimierz Kaczanowski “Michał”

kaczanŻandarmi nadeszli z dwóch stron, od ulic Słowackiego i Krasińskiego, kierując się wprost na kotłownię gdzie, jak im doniósł jakiś konfident, miała się zbierać grupa młodych ludzi. Szli długimi kolumienkami, rozciągniętymi pojedynczo pod ścianami domów. Wielkie, stalowe hełmy rzucały na ściany szare cienie, a gdzieś od Stołecznej nadjeżdżał za nimi czołg. Gdy pierwsi żandarmi znaleźli się na wysokości kotłowni, z jej okien padły strzały. Pobierający broń żołnierze OW PPS i SOB nie dali się zaskoczyć. Ale salwy polskich pistoletów utonęły od razu w warkocie żandarmskich automatów. Czołg, który wyjechał zza zakrętu, nagle się zatrzymał. Stalowa wieża obróciła się trochę w lewo i działo błysnęło ogniem. Na ostrzeliwujących się z kotłowni socjalistów poleciały cegły, płaty tynku i resztki szyb. Następne pociski wybiły dziury w ścianach budynku. W kotłowni byli już pierwsi ranni. Komendant główny SOB, Włodzimierz Kaczanowski, widząc, że kotłownia stanie się za chwilę wspólnym grobem zamkniętych w niej żołnierzy, postanowił urządzić wypad i przebić się na Marymont. Tam, w ogródkach, laskach i na skarpach, komendant „Michał” miał nadzieję zgubić pogoń i w ten sposób ocalić znajdujące się na ulicy Suzina oddziały. Czytaj dalej „Włodzimierz Kaczanowski “Michał””